Jak to się stało, że w czasie epidemii na pewno nie zabraknie mi pieluch, czyli na czym polega wielopieluchowanie w XXI wieku?

W kwietniu mieliśmy jechać na Mazury na pierwszy rodzinny wypad. Miał być post o tym, jak to jest podróżować z dzieckiem, które pieluchuje się systemami wielorazowymi. Niestety sytuacja epidemiologiczna w Polsce nie poprawia się, musieliśmy więc przełożyć nasze plany. Postanowiłam więc, w ramach wstępu, wytłumaczyć Wam, na czym wielopielo w ogóle polega. I nie, nie będzie o gotowaniu tetry w garach i stosach do prasowania.


Dlaczego wielo?

Mówi się, że pieluchy wielorazowe to rozwiązanie 3e:

- ekologiczne
- ekonomiczne
- estetyczne

Postaram się udowodnić, że 3e to prawda, ale nie gwarantuję, że uda się to w jednym tekście, przede wszystkim, żeby głowy Wam nie popękały od nadmiaru informacji, bo trochę tego jest :) 

W skrócie

Na początek, żeby nie zasypywać Was nazwami systemów, rodzajów wkładów itd, napiszę najprościej, jak się da: pielucha wielorazowa to wkład chłonny oraz warstwa nieprzemakalna. 


Pieluchy wielorazowe pierze się w pralce. Po zmianie brudną lub zasikaną pieluchę wrzucacie do odpowiedniego worka lub kosza, a kiedy nadchodzi czas prania (nie dłużej niż 2/3 dni), to najpierw wszystko płucze się na osobnym programie, a potem pierze. To tyle. Dla mnie są to dodatkowe dwa lub trzy prania w tygodniu. 

Pewnie znajdzie się teraz ktoś, kto napisze: no średnio to ekologiczne, skoro trzeba tyle prać, zużywać wodę i energię. Racja! Bo wielopieluchy nie są niestety ZERO waste, ale zdecydowanie LESS waste. Zresztą, czy zastanawialiście się, ile wody zużywa się przy produkcji pieluch jednorazowych? Ktoś mądrzejszy ode mnie wyliczył, że wyprodukowane jednej pieluszki jednorazowej zużywa tyle samo wody, ile zużywa jeden cykl prania w domu. 

Cykl życia pieluchy wielorazowej

Jasne, pieluchę wielorazową też trzeba wyprodukować i zużyć do tego pewne zasoby. Należy jednak pamiętać, że taka pielucha może służyć różnym dzieciom przez wiele lat. Warto więc swoje pieluchowe stosy odłożyć dla kolejnego dziecka lub odsprzedać, żeby mogła z niego korzystać inna wielorodzina. 

Ale jak to, odsprzedać używane gacie?

Bez bicia powiem, że też miałam opory :) Jednak jak już trochę oswoimy się z tematem i widzimy jak wygląda pielęgnacja i pranie pieluch, używane pieluchy nie brzmią już tak strasznie. Zresztą, nikt nie każe Ci kupować używek. Nawet jeśli zdecydujesz się na kupowanie tylko nowych pieluch, to nie kłóci się to z faktem, że po odpieluchowaniu potomstwa możesz swój stos sprzedać! I powiem Wam, że to tutaj kryje się jedno z wspomnianych na początku trzech "e", czyli ekonomiczność. 

Drogie to czy tanie?

Na pierwszy rzut oka wielopieluchy wydają się bardzo drogie. Nowa wyprawka to koszt minimum tysiąca złotych. Oczywiście jest to średnia kwota, pewnie da się taniej i z pewnością da się też duuużo drożej. Ekonomiczność wielopielo polega jednak na tym, że albo służą naszym kolejnym dzieciom (czyli nie ponosimy tych kosztów po raz kolejny) albo odsprzedajemy je nawet za 70% pierwotnej ceny, jeśli pieluchy są w dobrym stanie. 

Kilka razy liczyłam mniej więcej, czy wielo się opłaca, czy nie. Ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, ponieważ różne dzieci zużywają różne ilości pieluch. Niektóre częściej się załatwiają, inne rzadziej. Często też bywa tak, że dzieci pieluchowane jednorazówkami mają bardzo rzadko zmieniane pieluchy, daje to poczucie złudnej oszczędności, jednak może mieć przykre skutki zdrowotne u naszego malucha. Trzeba też pamiętać, że przy wielo dużo rzadziej używa się różnych kremów, zasypek i nie wiem czego tam jeszcze (serio nie wiem, bo nie używam).

Przyjmijmy jednak, że noworodkowi przez 6 miesięcy życia zmieniamy pieluszkę średnio 15 razy dziennie. Przez pół roku jest to 2520 zmian. Sprawdziłam cenę pieluch z Lidla, która wyniosła mniej więcej 50 złotych za 80 pieluch. Przez nasze pół roku jest to nieco ponad 1500 złotych. Jest to kwota, za którą spokojnie kupimy wyprawkę dla noworodka. Wychodzi więc na to samo, ale... pomyślcie. Po sześciu miesiącach, sprzedajecie wielowyprawkę za 1000 złotych, a tymczasem jednorazówki sąsiadów zalegają już na jakimś wysypisku.

Niektórzy powiedzą teraz: mhm, ale nie liczysz kosztu prądu i wody zużytej do prania. No nie liczę. A Ty liczysz koszt pójścia (lub tym bardziej) pojechania samochodem po jednorazówki do sklepu? Czy wliczasz w koszt używania pieluch jednorazowych koszt wywozu śmieci (pewnie nie, bo tylko ci mieszkający w domach jednorodzinnych ponoszą różne koszty w tym aspekcie). Dochodzą jeszcze koszty kremów i zasypek, o których pisałam wcześniej.


Śliczniutkie!

Do ostatniego "e" nie muszę chyba nikogo przekonywać. Specjalnie zresztą ten aspekt zostawiłam na koniec, bo akurat tutaj mało kto się nie zgodzi, że wielo są śliczne! Co więcej, mnogość różnych wzorów i materiałów jest teraz tak duża, że każdy znajdzie coś dla siebie. Są pieluchy minimalistyczne, jednokolorowe, bez wzorów i aplikacji, są takie boho i vintage, są też w bardzo "dzieciowe" wzory, w leśne zwierzątka i samochody. Nic, tylko kupować! No właśnie, ale gdzie?

Skąd czerpać informacje?

Po tym, jak w ogóle dowiedziałam się o wielopieluchach (pozdrawiam Cię, Mamo pod prąd!) trafiłam na grupę na Facebooku, która jest skarbnicą wiedzy. Pewnie, na początku nic nie kumałam z tego, co tam pisano i trochę czasu zajęło mi oswojenie się z nazewnictwem. Pomaga to, że jest to chyba najbardziej serdeczna grupa rodzicielska, z jaką się zetknęłam. Nie ma tam oceniania, krytyki i hejtu (jasne, zdarza się, ale naprawdę rzadko!), jest za to dużo wsparcia, dobrego słowa i mnóstwo przydatnych porad. Są też różne blogi, doradcy pieluchowi, ale o tym już nie dzisiaj :)

W następnym wpisie postaram się krótko opisać systemy pieluch wielorazowych.
Do zobaczenia!

Komentarze

  1. Słyszałam o tym od przyjaciółki. Super sprawa- może któregoś dnia i mi się przyda?

    OdpowiedzUsuń
  2. No i mega sprawa! A pieluszek nigdy za wiele? ;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Pieluchy wielorazowe - o systemach. Wełna czy PUL oraz co to jest AIO?

Czy mądry rodzic chodzi z dzieckiem do ZOO?